Ciekawym zjawiskiem w ostatnim czasie jest współpraca gwiazd popu z producentami muzyki elektronicznej. Nie rozdrabniam się nad widoczną w opisie tematu Bitney, która spektakularny powrót zawdzięcza albumowi z nowoczesnym brzmieniem tanecznej muzyki elektronicznej, ale uwagę kieruję na gwiazdy znane od lat, dla których producent z gatunku Trance czy House to nie lada... no właśnie, postęp? Z tego trendu skorzystała m.in. Madonna. Sukces jej wcześniejszych produkcji (takich jak "What It Feels Like for a Girl" z Paulem Oakenfoldem) pokazał kierunek, w którym (sądząc po ostatnim albumie Hard Candy) będzie zmierzać.
Co sądzicie o kooperacji różnych stylów muzycznych? To zagłada obecnego podziału gatunkowego? A może ratunek dla wypalających się gwiazd?